Prof. Francesco Fistetti (Universita´Degli Studi di Bari, Dipartimento di Scíenze Filosofische
Prof. Francesco Fistetti i z lewej, oprowadza po wystawie i opowiada o tamtych dniach Stefan Kosiewski
Trwa wypisywanie poszkodowanych osób ze szpitali. W Zagórzu robi się to na siłę, mimo oporów chorych, którzy nie czują się wyleczeni.
Grzegorz Jaskólski, oczekujący 27 października przed kopalnią na mającą wyjść z pracy matkę, dostaje teraz, po wyjściu ze szpitala w Katowicach – Ochojcu, zawrotów głowy. Przyjeżdża jednak do domu. Wieczorem karetka pogotowia odwozi go do Szpitala Nr. 1 w Sosnowcu. Ma te same objawy, co pierwszego dnia: ucisk w piersiach, mdłości, drętwieją mu wargi i język.
Mirosław Nowakowski, członek Zarządu Regionu pyta Grześka o pobyt w Ochojcu. Otrzymuje odpowiedź: „Żadnych lekarstw mi nie dali. Dostałem dwie butelki syropu na kaszel”.
Wezwany do szpitala dyrektor sosnowieckiego Zakładu Opieki Zdrowotnej dr Sławomir Gromadzki usiłuje wybrnąć z kłopotliwego dlań pytania: czy uznaje sposób leczenia za wystarczający?
- Nie znam się na tym. Od siedmiu lat nie praktykuję. Są ordynatorzy i oni są odpowiedzialni za leczenie chorego. – Po chwili jednak nie wytrzymuje:
- Czy to jest śledztwo? To jest dla mnie obraźliwe, bo pan mnie egzaminuje.
Nowakowski stwierdza, że nie widzi nic złego w swojej trosce o to, żeby ludzie byli dobrze leczeni.
Dyrektor wyjaśnia, że chorzy byli leczeni objawowo: „Jeżeli ktoś miał kaszel – to dostawał syrop”.
W chwilę po tej rozmowei, a więc w trzy dni po rozbiciu fiolki z gazem, do tego samego szpitala zgłasza się Witold Sobczyński. Nie był dotychczas leczony. Dopiero dzisiaj dostał bólów w piersiach i w tylnej części głowy. Stracił czucie w rękach (drętwieją mu), ma osłabione nogi, dostaje zawrotów głowy. 27 października szedł do kopalni na drugą zmianę...
w całości: http://bloggercrab.com/blogs/sowa/6932/